Prawdziwe bestie cz 24

Nie miał najmniejszego pojęcia dokąd idzie. Starał się rozglądać ale gdy tylko jego wzrok spotkał się ze wzrokiem tej strasznej istoty, stracił na to ochotę. Idąc tak przed siebie wydawało mu się, że słyszy czyjeś krzyki, ale to znów wiatr płatał mu figle. Choć krótko po tym jakby wszyscy lekko przyspieszyli kroku. Gdzieś przed nimi między drzewami wyłoniły się skały, a w nich jaskinia. Weszli do środka, widok był przerażający. Wszędzie przy wejściu leżały miecze, włócznie, łuki, zbroje. Dosłownie najrózniejszego rodzaju broń i ubrania. To było straszne. Jak tylko weszli głębiej, to co zobaczył było jeszcze bardziej przerażające. Gdzieś w głębi jaskini leżał stos kości, z pewnością były to ludzkie kości. Ich smród omal go nie powalił. Teraz już wiedział doskonale co go czeka. Strach brał nad nim górę, lecz starał się nie tracić głowy. Opracowywał plan i nie był zbyt pewny sukcesu, ale musiał spróbować, nie mógł się poddać. Nikt go nie pilnował, co zupełnie nie dziwiło, skoro wszystkie potrafiły przenosić się z miejsca na miejsce zaledwie w kilka sekund. W pewnej chwili wiatr znów przyniósł jakieś dźwięki, na co siostry nie pozostały już obojętne. Jedna z nich w ułamku sekundy zniknęła z jaskini. Teraz dzwięk dotarł również do uszu chłopca i wydawało mu się, że usłyszał swoje własne imię. Spojrzał w tył, jednak wschodzące słońce całkowicie oświetłiło już wejście. „Teraz, albo nigdy”- pomyślał. Ostatni raz spojrzał na dwie pozostałe siostry, które właśnie uwijały się gdzieś z przodu, żadna z nich nie zwracała uwagi na Krzyśka. Martwiło go jednak zniknięcie tej trzeciej, mogła pojawić się w każdej chwili. Powoli i najciszej jak tylko potrafił, chłopiec kierował się w stronę wyjścia, gdyby tylko któraś się odwróciła, wszystko byłoby stracone. Był już coraz bliżej, niestety nie widział zbyt wiele, gdyż słońce całkowicie oświetłiło wejście do jaskini. Nie mógł wytrzymać już tego stresu, strach wziął nad nim górę i zmusił go do biegu. Ruszył więc tak szybko jak tylko potrafił. Gdy już całkowicie przekroczył próg jaskini, kopnął nogą leżacy na ziemi hełm, który z hukiem trafił w skałę. Tuż za nim usłyszał przeraźliwy skowyt. Wiedział już co to oznacza. Teraz nie miał już żadnego wyjścia, nie mógł się zatrzymać. Co jakiś czas starał się zmieniać kierunek, lecz jego głównym celem był bieg w stronę słońca. Niewiele przez nie widział, ale był pewien, że również one nie wiele zobaczą. Biegł ile sił w nogach, gdzieś po swojej prawej stronie usłyszał pisk, wiedział już, ze złapały jego trop. Teraz po lewej zauważył jak ktoś się pojawił i w tej samej chwili zniknął. Nagle jedna z nich zjawiła sie tuż przed nim, lecz tym razem chłopak był na to gotowy, w ułamku sekundy zmienił kierunek i ominął potwora. Biegł dalej. Starał się nasłuchiwać każdych dźwięków różniących się od dźwięku jego własnych stóp i łamanych gałęzi. Las stawał się coraz gęściejszy i ciemniejszy, jego główny atut, jakim było słońce, teraz znikał gdzieś między drzewami. Wiedział już, że za chwilę go dopadną. Gdy tylko o tym pomyślał, istota stanęła tuż przed nim, obnażająca zęby z wściekłości, zupełnie w tej samej chwili zarówno po prawej jak i lewej stronie pojawiły się jej siostry. Chłpiec zatrzymał się. Ta z przodu, spojrzała na chłopca i znów z tym swoim uśmiechem triumfu uniosła miecz. Lecz nie zadała ciosu. Chłopiec spojrzał na nią i zauważył, że z jej ust wydobywa się piana, a miecz powoli zsuwa się z jej rąk. Dwie siostry również to zauważyły i jakby je to sparaliżowało. Ich starsza siostra upadła na ziemię, a za jej plecami stał krasnolud z uniesionym toporem, niosącym ślady krwi niedawno zabitej. Tuż za nim pojawił się starzec, lecz ten podobnie jak przed domem, był zupełnie nie uzbrojony. Chłopiec stanął za krasnoludem. Wiedźmy spojrzały z wściekłością na zabójce ich siostry. Dopiero teraz jedna z nich odezwała się:

– ZZZaapłaacisz nam za tooo! ZZZgiiniesz jakk twooii bracciaa ii jaakk wsszyyscy mistrzoowie magiii.

– Moje dzieci, moi uczniowie… nie żyją?- odezwał się stojący za nimi starzec. Jego twarz zupełnie się zmieniła, stała się mroczna i nawet przeraziła krasnoluda….

Reklamy
Opublikowano Prawdziwe bestie cz 24, Smoki | Dodaj komentarz

Prawdziwe bestie cz 23

Wbiegł tuż za nią. W lesie było znów dość ponuro, jednak co natychmiast zwróciło jego uwagę, to był fakt, że nie było tam żadnego powalonego pnia, żadnej gałęzi, jakby wszystko samo się oczyściło. Rozejrzał się wokoło i znów zobaczył znajomą postać, kilkanaście metrów przed nim, znikającą między drzewami. Pobiegł w jej kierunku lecz ta zniknęła gdzieś za zakrętem. Tym razem zauważył ja nieco na prawo idącą w kierunku większej gęstwiny drzew.

-Solum!!!!- krzyknął, a echo jego krzyku rozniosło się po całym lesie. Pobiegł w jej stronę i kiedy wydawało mu się, że już ją dogania, ta znikała gdzieś za drzewem i pojawiała się kilkanaście metrów dalej przy kolejnych. Biegł więc dalej, nie przestając wołać. „Solum!!!!”- pomyślał, a łzy same napłynęły mu do oczu. Biegł płacząc. Biegł tak kilka godzin, las stawał się ciemniejszy i mroczniejszy, nie mógł już niczego dojrzeć. Robiło się coraz chłodniej, ręce mu powoli marzły. Wreszcie zupełnie zrezygnowany klęknął na ziemi i zaczął płakać. Nie miał już siły by iść dalej, zresztą nawet nei wiedział dokąd ma teraz iść. Las był taki mroczny i ciemny. Kiedy rozejrzał się wokół, zorientował się, że zupełnie zabłądził. Nie miał nawet pojęcia, skąd przybiegł. Cały skulił się w kłębek i nasłuchiwał. Odgłosy były straszne, słyszał czyjeś wycie, potem jęk. Wydawało mu się, że słyszy kroki, gdzieś w oddali. Wiatr wiał między drzewami i przynosił ze sobą najróżniejsze przeraźliwe dźwięki. Krzysiek próbował skupić się na czymś zupełnie innym. Myślał więc o biednym krasnoludzie, który zapewne zauważył już jego zniknięcie i próbuje go szukać. Myślał jak głupio postąpił nie zabierając ze sobą broni, powinien wogóle się z nią nie rozstawać. Myślał o dziwnym starcze, który uratował go przed płomieniami. Myślał o Solum, która zginęła poświęcając się, by ratować jego. Dopiero tera zrozumiał, że biegł po prostu za czyjaś zjawą, że nie mógł widzieć jej naprawdę, że jego własny wzrok go oszukał, „przecież ona nie żyje”. Właśnie z tą myślą usnął. Sny miał dość niespokojne, śniło mu się nawet, że ktoś go kłuje po plecach. Właściwie to nie był już pewien czy to był sen. Każde ukłucie było dość bolesne. Otworzył wreszcie oczy i zobaczył najdziwniejsze stworzenie jakie do tej pory widział. A właściwie to były trzy. Każde z nich o długim wykrzywionym nosie, skośnych oczach i strasznej zdrewniałej twarzy. Ubrane w czarne suknie, więc musiały to być kobiety. Wszystkie miały cienkie palce zakończone pazurami, a w ręce trzymały miecze. Wyglądały naprawdę strasznie. Kiedy chłopiec otworzył oczy na ich twarzach pokazał się uśmiech triumfu. Spojrzały po sobie a potem bez słowa jedna z nich znów ukłuła chłopca w plecy, dając mu do zrozumienia by wstał. Wciąż panowała noc. Dwie z nich stanęły po jego bokach, trzymając swoje miecze w pogotowiu,  natomiast trzecia szła tuż za nim, co jakiś czas dźgając go swoją bronią. Chłopiec zupełnie przerażony szedł przed siebie. Wiedział, że zapewne prowadzą go na pewną śmierć. Nie mając nic do stracenia, wykorzystał chwilę kiedy jego boczna straż właśnie zmieniała kierunek i wyrwał się do przodu. Biegł ile sił w płucach, nie oglądając się za siebie. Usłyszał w uszach pęd wiatru i nagle jakby wyrosła z ziemi przed nim stała jedna z potworzyc z mieczem wyciągniętym do przodu. Gdyby chłopak w porę się nie zatrzymał, nadziałby się wprost na niego. Ta z kolejnym uśmiechem triumfu, kłując go w brzuch nakazała mu się odwrócić i razem ruszyli w drogę powrotną. Nagle kolejne dwie znów zjawiły się po jego bokach, gdy tylko ten mrugnął oczami. Wiedział już, że nie miał żadnych szans ucieczki. Szedł otoczony przez trzy straszne istoty i zastanawiał się, kiedy nadejdzie jego koniec….

Opublikowano Prawdziwe bestie cz 23 | Dodaj komentarz

Prawdziwe bestie cz 22

Z każdym krokiem zbliżali się w stronę domu. Dom wydał im się nieco większy niż się spodziewali. Właściwie to był olbrzymi. Będąc coraz bliżej drzwi, postanowili zachować ostrożność. Krzyś na moment zapomniał o swoich problemach i ze skupieniem i w ciszy skradał się krok po kroku. Krasnolud tuż obok niego z toporem w ręce rozglądał się wokoło. Teraz był wdzięczny, że nie miał ze sobą zbroi, gdyż ta na pewno nie pomogłaby mu zachować ciszę. Zbliżali się do okien, postanowili najpierw zajrzeć do środka, by zorientować się w sytuacji. Pierwszy wychylił głowę krasnolud. Na środku izby stał drewniany stół, a wokół niego cztery sporej wielkości krzesła. W kominku palił się ogień, a nad nim piekło się jakieś mięso. Krasnolud rozpoznał od razu mięso z młodej sarny. Po prawej stronie były drzwi do kolejnego pomieszczenia, prawdopodobnie sypialni. Całą izbę oświetłała mała lampa.

– Dlaczego zaglądacie do mojego domu przez okna? Wypadałoby zapukać, prawda?- głos dobiegł za ich plecami. Oboje odwrócili się gwałtownie, Krzysiek wyciągnął miecz, krasnolud uniósł swój topór. Na wprost nich stał starzec z siwą brodą, ten sam, który wcześniej ocalił chłopca. Na jego twarzy widniał uśmiech i nawet gdy tamci podnieśli broń, ten nie zmienił swojego uśmiechu. Wręcz przeciwnie, roześmiał się na głos.

– Hahaha. Nie dość, że zaglądacie do mojego domu, to jeszcze celujecie we mnie bronią. Czy widzicie jakąkolwiek broń w moich rękach? Czy to nie ja uratowałem ci życie chłopcze? Hahaha. Ale cóż to? Jeszcze wczoraj było was troje, gdzie jest ta piękność ze złotym łukiem?- starzec wpatrywał się w nich, a jego mina zmieniła swój wyraz, gdy tylko spojrzał na chłopca.- Chodźmy do środka, wszystko mi opowiecie. A ty mój drogi- tu spojrzał znów w oczy Krzyśka- musisz napić się gorącej czekolady. Jestem pewien, że pomoże ci ona odzyskać siły.

Krasnolud nie protestował, dobrze wiedział, że gdyby ów człowiek chciał ich zabić, zrobiłby to już dawno temu i nie udzielałby im żadnej pomocy. Ruszyli więc za nim do środka. Wewnątrz poczuli ciepło z kominka i wspaniały zapach pieczonego mięsa. Oboje natychmiast zgłodnieli, usiedli więc przy stoliku, a nieznajomy zaczął krzątać się po izbie. Wyciągnął trzy kubki, z czego dwa napełnił gorącym piwem, natomiast trzeci czekoladą. Postawił też przed nimi talerze, wkrótce napełniły się one jedzeniem, Wyciągnął też świeżo upieczony chleb. Był taki delikatny. Wszyscy z apetytem zabrali się do jedzenia. Po skończonym posiłku starzec wyciągnął fajkę, napełnił tytoniem odpalił i zerkając na twarz chłopca, zapytał:

– Drogi krasnoludzie, po waszej minie widzę, że zdarzyło się coś strasznego. Powiedz mi proszę, co stało się towarzyszce waszej podróży?

Mumbadin, rozpoczął swoją opowieść od momentu kiedy poraz ostatni widzieli starca. Kiedy dotarł do najgorszej części opowiadania, krzysiek wstał i wyszedł z domu. Drzwi zamknęły się z hukiem. Zapewne starzec z kranoludem dalej prowadzili rozmowę, lecz on nie mógł tego słuchać, nie chciał przeżyć tego po raz drugi. Spojrzał w tą część lasu, z której jeszcze chwilę temu się wydostali, zauważył tam czyjś ruch. Drzewa pozostawiły otwarte wejście. Krzysiek bez zastanowienia, bez broni, którą zostawił wewnątrz, pobiegł w tamtą stronę. Był pewien, że zobaczył Solum….

Opublikowano Prawdziwe bestie cz 22 | Dodaj komentarz

Prawdziwe bestie cz 21

Ranek był dość zimny, szybko więc rozpalili ognisko. Mumbadin wybrał się poza ich kryjówkę by znaleźć coś do jedzenia, nie chciał za bardzo się oddalać, więc udało mu się jedynie upolować kilka królików i znaleźć trochę jagód. Króliki upiekli więc na ogniu, i zjedli w milczeniu. Krzysiek po raz pierwszy od wyjścia z domu jadł taki posiłek i musiał przyznać, że był on dość apetyczny. Kiedy wszyscy już się pożywili postanowili ruszyć w dalszą drogę. Za dnia las nie wyglądał tak strasznie jak w nocy, łatwiej można też było wypatrzeć niebezpieczeństwo. Szli dalej na wschód, choć nie byli do końca pewni czy idą w dobrym kierunku. Okazało się, że nawet Solum nie zna tych okolic. Robiło się coraz cieplej, las stawał się coraz gęściejszy. Drzewa jakby w tej części lasu były bardziej dzikie, nie chciały nawet słuchać próśb dziewczyny o bezpieczne przejście.

– Jestem księżniczką Leśnego Ludu, nakazuję wam ustąpić- pomyślała Solum. To co się w następnej sekundzie zdarzyło mogło kosztować ich wszystkich życie. Wśród drzew zerwał się wiatr, gałęzie zaczęły z zawziętością uderzać w twarze wędrowców, korzenie jakby specjalnie pojawiały się pod ich nogami. Jedna z gałęzi spadła tuż obok nich. Wszyscy rozglądali się nerwowo. Krzysiek spojrzał na dziewczynę:

– Nie wiem co im powiedziałaś, ale chyba to ich obraziło. Musisz ich przeprosić.

– Nie będę nikogo przepraszać- jej głos był nerwowy, ale trochę niepewny.

Wiatr zawył głośniej, nagle usłyszeli trzaskanie gałęzi. Krasnolud spojrzał w górę:

– Biegnijcie!- krzyknął i ruszył prędko naprzód. Pozostali nie czekając na wyjaśnienia pobiegli za nim. Tuż za plecami Krzyśka, który był tam ostatni spadła z hukiem olbrzymia gałąź. Potem kolejna i następna. Wszycy biegli ile sił w nogach, musieli jednak uważać na coraz więcej wystających korzeni. Nawet krzewy jakby wyrosły z ziemi i zwiększyły swoje rozmiary, kłuły ich po twarzy. Chwilę później tuż przed nimi spadła kolejna gałąź, musieli ostro skręcić w prawo. Wiatr zawył jeszcze gwałtowniej, właściwie nie byli pewni czy to był wiatr, czy też czyjś ryk. Zaczęły spadać kolejne, jedna po drugiej olbrzymich wielkości. Żaden wiatr nie byłby w stanie ich złamać, a mimo to spadały one na ziemie. Biegli wszyscy dalej, lecz nagle Krzysiek zachaczył nogą o korzeń, był pewien, że sekunde temu go tam nie było, nagle jednak się pojawił. Z krzykiem upadł na ziemię. Próbował wstać, lecz noga ugrzęzła mu między korzeniami. Próbował ją wyciągnąć bez rezultatów. Solum i krasnolud podbiegli do niego by mu pomóc. Nad ich głową usłyszeli dzwięk pękającej gałęzi. Wszyscy spojrzeli w górę. Gdzieś tam kilkanaście metrów nad nimi był olbrzymiej wielkości konar. Krasnoludowi udało się wyłamać jeden z korzeni, lecz nagle z ziemi wyszły dwa kolejne i zaczęły oplatać chłopca. Krasnolud zamachnął się toporem, który przeciął je wszystkie, jednak nim Krzysiek zdążył wstać korzenie oplotły już jego ręce, potem pojawiły się kolejne znów blokując nogi. Całkowicie unieruchomiony wiedział, że nie będzie miał żadnych szans. Usłyszeli kolejne pęknięcie, gdzieś niedaleko spadła gałąź. Krzysiek spojrzał w oczy Solum, ta doskonale wiedziała co musi teraz zrobić.

– Wybaczcie mi drogie drzewa, nie powinnam była wam rozkazywać. Uwolnijcie proszę mojego przyjaciela, zabierzcie mnie zamiast niego!

Krzysiek poczuł, że korzenie się poluźniły. Był już w stanie wyciągnąć rękę, zaraz po niej uwolnił nogi. W tym samym momencie jedna z gałęzi wystrzeliła wprost w ich kierunku, owinęła się wokół dziewczyny i wciągnęła ją w górę. Jej krzyk niósł się wokoło, a za nim krzyk chłopca.

– Nie!!! Solum!!!

Drzewa za nimi ukazały pustą przestrzeń. Zauważył to krasnolud. Usłyszał również kolejne pęknięcie. Chwycił chłopca w pasie, który wyrywając się z jego objęć, ze łzami w oczach wciąż wykrzykiwał jej imię. Ciągnąc go ze sobą, krasnolud wyszedł wreszcie na powierzchnię, za nimi spadła gałąź, w miejscu gdzie jeszcze chwile wcześniej byli wszyscy troje. Teraz leżała tam olbrzymiej wielkości gałąź. Drzewa znów zamknęły wejście do lasu. Krzysiek upadł na ziemię. Krasnolud ze smutkiem spojrzał na niego.

– Chodź musimy stąd iść. Tu jest zbyt niebezpiecznie.

Nie przestając płakać chłopiec wstał i spojrzał na krasnoluda. Jego serce przepełnione było bólem, bólem po stracie towarzyszki podróży, bólem po stracie kogoś więcej niż tylko przewodniczki. Krasnolud rozejrzał się wokół, stali na skraju jakiegoś pola, prawdopodobnie rosła na nim pszenica, nie był on jednak rolnikiem, nie znał się więc na gatunkach zbóż. Po prawej stronie stał drewniany dom, wydobywał się z niego jasny obłok dymu. Po lewej natomiast rozciągało się wielkie pole. Zboże było tak wysokie, że nie byli wstanie dojrzeć co jest po drugiej stronie pola. Krasnolud postanowił więc ruszyć w stronę domu, być może ktoś bedzie w stanie im pomóc. Krzysiek ruszył za nim w milczeniu, wciąż myślał o swojej stracie….

Opublikowano Prawdziwe bestie cz 21 | Dodaj komentarz

Prawdziwe bestie cz 20

Wszyscy chwycili za broń. Solum wyciągnęła swój łuk, krasnolud topór a Krzysiek miecz. Dostał go od królowej zanim opuścili jej pałac. Wręczając mu go powiedziała- „Wiem, że wolałbyś go nie używać, ale tam gdzie się wybierasz będzie ci on naprawdę potrzebny. Używaj go z rozwagą, a zadane przez ciebie ciosy nigdy nie chybią celu”.

Mogliby spróbować ucieczki, lecz wszyscy oni wiedzieli, że jaszczur jest znacznie szybszy i zwinniejszy od nich. Ich jedyną szansą było nie dać się podejść, trzymać go na dystans i liczyć na to, że Solum ma naprawdę celny wzrok. Każdy rozszedł się w swoją stronę by otoczyć potwora, ten raz po raz kierował swój łeb raz na jednego raz na kolejnego przeciwnika. Jako pierwszego zaatakował krasnoluda, ruszył na niego tak gwałtwonie, że ten ledwo zdążył machnąć toporem. To zatrzymało jaszczura, dało też chwilę czasu na wypuszczenie w jego kierunku strzał. Solum zdążyła wystrzelić ich pięć (zadziwiające było jak szybko potrafiła strzelać), niestety wszystkie odbiły się od pancerza i spłonęły. Jaszczur natychmiast skierował się w stronę Solum, ona jako jedyna nie miała zwykłej broni, nie byłaby więc w stanie powstrzymać jaszczura, Krzysiek był najbliżej, jednym susem doskoczył do niej i gdy jaszcur miał już zadać cios, ten zamachnął się wprost w jego kark. Klinga trafiła w odpowiednie miejsce i zraniła go. Jaszczur stanął na dwóch łapach i syczał z bólu, zwrócił się w kierunku wolnej przestrzeni i uciekł. W tej samej sekundzie niebo rozdarł krzyk, to chłopiec krzyknął z bólu i przerażenia. Jego ręka stanęła w płomieniach. Solum próbowała ugasić je swoim płaszczem jednak nie na wiele się to zdało. Nie da się tak po prostu ugasić płomieni ognistych jaszczurów. Chłopiec wrzasnął ponownie, ogarnął go taki ból jakiego nikt z nas jeszcze nie doświadczył. Nagle z krzaków wybiegł starzec z siwą brodą, jednym ruchem rąk odepchnął Solum i krasnoluda, podbiegł do chłopca, wyszeptał jakieś słowa i ogień zaczął powoli gasnąć. Ból jednak wcale nie osłabł, wciąż palił tym razem od środka. Ręka była cała od krwi, miejscami już czarna, widzieliście kiedyś spalone mięso, możecie więc sobie wyobrazić jak mogła wyglądać. Starzec połozył swoją dłoń na ręce chłopca, ten krzyknął ponownie, usłyszał cichy szept i ból z każdą chwilą stawał się coraz mniejszy. Ręka starca przesuwała się z miejsca na miejsce, a tam gdzie była poprzednio zniknęły jakiekolwiek ślady ran. Ten człowiek potrafił leczyć, kiedy już skończył, wstał i bez żadnego słowa, po prostu zniknął. Solum podbiegła do chłopca i przytuliła go do siebie, łzy skapywały po jej policzkach:

– Dziękuję ci- wyszeptała do jego ucha a potem pocałowała go w czoło. Krzysiek poczuł prawdziwą radość i jeżeli gdziekolwiek w jego ciele gnieździły się resztki bólu, natychmiast zniknęły całkowicie.

– Kim był ten starzec?- zapytał Mumbadin

– Nie mam pojęcia. Nigdy wcześniej go tu nie widziałam. Ale ktokolwiek to był, możemy być mu wdzięczni za ocalenie naszego przyjaciela.

Po tych słowach postanowili znaleźć miejsce na odpoczynek, jednak nie chcieli zostawać tutaj, mógł tu wrócić jaszczur wraz z kilkoma braćmi, a wtedy nikt nie byłby w stanie ich ocalić. Przeszli jeszcze kilkaset metrów w głąb lasu, a potem za sprawą Solum szczelnie otoczeni przez drzewa postanowili coś zjeść i się przespać.

W trakcie snu Krzysiek miał bardzo dziwne sny- najpierw śnił mu się starzec cały w płomieniach i on sam nie mogący nic zrobić, później znó usłyszał ten sam kobiecy krzyk, jak wtedy gdy otworzył amulet. Zobaczył też swoją nianię ginącą z rąk czarnoksiężnika i Królową w złotej zbroi walczącą z tym samym czarnoksiężnikiem. Zobaczył czarną chmurę lecącą w jej kierunku i dławiącą jej oddech, aż nagle obódził się gwałtownie.

Nastał kolejny dzień. Krzysiek nie chciał nikomu zwierzać się ze swojego snu, ukrył go więc gdzieś głęboko w pamięci i z całych sił starał się by o nim nie myśleć……..

Opublikowano Prawdziwe bestie cz 20 | Dodaj komentarz

Prawdziwe bestie cz 19

Rozległ się huk, a zaraz po nim kolejny wstrząs. Wszyscy przystanęli na chwilę. Na szczęście nic nie zawaliło się nad ich głowami, widocznie drzewa były w stanie ich przed tym ochronić. Szli tak przez jakiś czas w całkowitej ciemności. Wkońcu krasnolud zatrzymał się. Przystanęli wszyscy i nasłuchiwali.

– Nikogo nie ma- odezwała się Solum.

Krasnolud postanowił więc zapalić lampę, którą otrzymali od królowej. Może nie dawała ona zbyt wiele światła, lecz było go wystarczająco. Ruszyli w dalszą drogę. Krzysiek wciąż potykał się o wystające korzenie, jakby te specjalnie pojawiały się pod jego nogami. Tunel stawał się coraz węższy, aż wszyscy musieli się teraz czołgać. Po niedługim jednak czasie, zaczęli wspinać się w górę.

– Zobaczcie, tam na końcu jest jakieś światło- wyszeptał krasnolud. Wszystkim przybyło nagle sił. Przyspieszyli kroku. Jako pierwszy wyszedł krasnolud. Na początku oślepiło go jasne światło, lecz gdy odwrócił wzrok, zauważył że wszędzie wokół jest noc. Odwrócił się więc powoli i zobaczył przed sobą ognistego jaszczura. Na szczęście odwrócony był do niego plecami, jednak nim zdążył wycofać się i ostrzec pozostałych, ci wyszli z tunelu.

– Nareszcie świeże powietrze- odezwała się Solum, wkrótce miała pożałować tych słów.

Jaszczur usłyszał ją doskonale, odwrócił się w ich stronę i zasyczał groźnie…..

Opublikowano Prawdziwe bestie cz 19 | Dodaj komentarz

Prawdziwe bestie cz 18

Do sali wbiegło dwóch żołnierzy. Zadyszani ukłonili się królowej i stanęli na wprost swojego dowódcy.

– Ilu?- zapytał

– Drzewa szeptają o kilku tysiącach martwiaków.

– Z nimi poradzimy sobie bez trudu.

– Ale to nie wszystko panie. Są z nimi ogniste jaszczury, a na północy jest też olbrzym.

– Olbrzym?- wszyscy rozejrzeli się po sobie nerwowo. Z martwiakami daliby radę, te nie są zbyt mądre i atakują cała kupą, można je bardzo łatwo wystrzelać a one nawet nie zorientują się skąd wyleciała strzała, ale olbrzyma nie da się trafić zwykłą strzałą. Do tego potrzeba cięzkiej broni. Dowódca spojrzał na jednego z żołnierzy- potrzebujemy strzał grzmotu. Ukwyjcie je w odpowiednich miejscach i czekajcie na mój sygnał. Nie będziemy mieli szans jeśli przeciwnik je odkryje, brońcie do nich dostępu. Nie pozwólcie by ktokowliek inny o nich wiedział.

– Tak jest!- z tymi słowami wybiegł.

W oczach drugiego dało się zobaczyć przerażenie. Widać on jeden miał otwarty umysł i zbierał wszystkie informacje od wszystkich mieszkańców tego lasu. Krzysiek zastanawiał się, jak może on słyszeć na takie odległości. Rozejrzał się po zebranych i ten sam strach zobaczył w oczach królowej i dowódcy. Co mogło ich tak przerazić?

– Szybko moja córko. Nie mamy czasu do stracenia. Musisz zabrać stąd naszych gości. Zawsze chciałaś przeżyć przygodę, właśnie teraz masz okazję. Nie próbuj mi się sprzeciwiać. Skoro naszym wrogom, kimkolwiek oni są, tak bardzo zależy na tym chłopcu, naszym obowiązkiem jest go chronić. Idźcie do domu Wielkiego Tora, u niego będziecie bezpieczni. Przekażcie mu co się tu wydarzyło. Mam nadzieję że uda wam się tam dotrzeć bezpiecznie i szybko, bo możemy nie utrzymać się tu zbyt długo. Postaram się zrobić co w mojej mocy, by ich powstrzymać.

– Ale jak się stąd wydostaniemy? Przecież jesteśmy otoczeni- odezwał się wreszcie krasnolud.

– Pójdziecie pod ziemią. Ty mości Mumbadinie na pewno odnajdziesz droge w ciemnościach. Korzenie drzew was osłonią. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.

– A co z nianią? Czy ona zmieści się tam gdzie mamy iść?- zapytał Krzysiek, lecz znał już odpowiedź na to pytanie. Do jego oczu napłynęły łzy. Teraz, gdy dowiedział się o niej tak wiele i gdy jeszcze bardziej ją pokochał, musiał ją tu zostawić. Gdy tylko na nią spojrzał rozpłakał się, podbiegł do niej i przytulił ja tak mocno jak tylko potrafił.

– Nic się o mnie nie bój mój drogi. Ja tu zostanę i pomogę im w walce. Jestem pewna, że przydam się tu zwłaszcza do walki z olbrzymem. Może będę mogła się mu odpłacić za wszystki wcześniejsze krzywdy. Uśmiechnij się, pamiętaj że wyruszasz na poszukiwanie swoich rodziców. Musisz być teraz silny i odważny. Nie możesz rozklejać się przy kobiecie dla której teraz tak szybko bije twoje serce- ostatnie zdanie powiedziała szeptem. Na pewno domyślacie się, że każdy z obecnych poza krasnoludem oczywiście, doskonale je usłyszał. Jednak nikt nie dał tego po sobie poznać. Te słowa właśnie wysuszyły łzy. Chłopiec wstał, uniósł głowę, spojrzał w oczy półolbrzymce a następnie odwrócił się i ruszył za resztą grupy w głąb nowo powstałego tunelu. Wciąż gdzieś jeszcze myślał o tym pożegnaniu, lecz cisze przerwało trzęsienie ziemi……

Opublikowano Prawdziwe bestie cz 18 | Dodaj komentarz