Prawdziwe bestie cz 26

Bez większych sprzeciwów oboje odwrócili się i ruszyli pędem na wschód. Po kilkunastu minutach biegu przystanęli na chwilę.

– Co to było?- zapytał krasnolud.

– Wydaje mi się, że ten staruszek był znacznie potężniejszy niż nam się wydawało. Dostał szału jak tylko dowiedział się, że Mistrzowie Magii zginęli.

– A jednak znam jeszcze jednego z Mistrzów i mam nadzieję, że nie spotkał go los jego poprzedników.

– Naprawdę? Kim on jest? Właściwie to kim oni wogóle są?

– Słyszałem o nich wiele historii i nie wiem czy wszystkie były prawdziwe. Jedni twierdzili, że są oni niczym zjawy, które pojawiają się w najmniej spodziewanych momentach. To dzięki nim my krasnoludy odzyskaliśmy nasze domostwa, odbijając je z rąk ognistych bestii. To była ciężka wojna i wielu z nas w niej zginęło, lecz udało nam się pokonać wroga. Właściwie to myślę, że powinienem zacząć od początku. Wojna ta toczyła się jakieś 200 lat temu, kiedy nie było mnie jeszcze na świecie. Lecz ze względu na swoją wartość wszyscy doskonale ją pamiętają i przekazują jej historie swojemu potomstwu. Otóż w tamtych czasach krasnoludy podzielone były na małe rodziny i od wielu już lat ukrywały się w najróżniejszych jaskiniach, wciąż narażone na setki niebezpieczeństw. Ich potężna stolica, wybudowana we wnętrzu złotej góry została zajęta przez skrzydlate bestie. Były ich setki, a jedna potężniejsza od drugiej. Kiedy zjawiły się tam po raz pierwszy były prawdziwym zaskoczeniem dla nas krasnoludów. Żaden z wojowników nie zdążył chwycić za broń. Niewielu udało się uciec. Spłoneły wszystkie domostwa. Wielokrotnie krasnoludy z całego kraju próbowały odbić siedzibę, niestety bezskutecznie. Zabicie jednej bestii kosztowało nas dziesiątki istnień. Straty były olbrzymie. W jednej z bitew zginął nasz władca, a jego potomek w bardzo młodym wieku musiał przejąć obowiązki ojca. Jego syn wyruszył w daleką podróż licząc na to, że uda mu się znaleźć sposób na pokonanie wroga. Wrócił kilkanaście lat później, starszy i bogatszy w doświadczenia i nie był sam. Towarzyszyło mu dziesięciu jeźdźców, przemierzających kraj u boku króla. Wszyscy oni mieli na sobie czarne zbroje, od których odbijała się każda broń. W rękach trzymali miecze pokryte diamentami, prawdziwa robota starożytnych elfów. Nie byli oni jednak elfami, lecz ludźmi. Niektórzy z nich mieli na twarzy blizny, lecz nie było w ich oczach widać żadnego strachu. Nasz król zwołał zebranie na którym pojawili sie wszyscy wodzowie krasnoludów. Nikt nigdy nie dowiedział się o czym była na nim mowa, lecz zaraz potem rozeszły się wieści, że król wyrusza do walki z bestiami. Król zebrał wokół siebie tysiące zwolenników i z potężną armią wkroczył do jaskinii. Nie próbował się skradać i atakować z zaskoczenia w momencie jego wejścia do wnętrza pieczary rozległy się dźwięki wszystkich trąb. Dźwięk ten był tak potężny, że cała jaskinia zatrzęsła się. Zaraz po nim wszyscy usłyszeli odgłos budzących się bestii. Przed sobą zobaczyli płomienie lecące w ich stronę. Lecz król nie cofnął się, a jeźdźcy wysunęli się naprzód wyciągając w górę miecze. Gdy tylko fala płomieni dotarła do nich, zatrzymała się a wkrótce potem zniknęła. Król ponownie nakazał zadmić w trąby i znów rozbrzmiał ich dźwięk. Tym razem zamiast płomieni wszyscy zobaczyli setki bestii lecących w ich kierunku, a gdy były one już dość blisko, król znów nakazał zadmić w trąby z całych sił, a swoim żołnierzom uderzać toporami w tarcze. Dźwięk był niesamowity. Bestie ruszyły na przeciwnika. Wszyscy spodziewali się, że zginą, lecz w tym momencie rozległ się kolejny dźwięk, jeszcze wyższy i potężniejszy niż poprzednie. Wydobywał się on z uniesionych w powietrze mieczy jeźdźców i kierował się wprost na potwory. Gdy tylko dotarł do celu bestie zatrzymały się, a chwilę później uciekły, wylatując z jaskinii. Nigdy więcej już do niej nie powróciły. Po tej bitwie król wreszcie mógł zasiąść na swoim prawowitym tronie, a jego przyjaciele, gdyż tak nazywał jeźdźców zostali z nim przez kilka tygodni. Wszędzie rozeszły się wieści o zwycięstwie, a króla nazywano odtąd Wielkim, gdyż czyn jakiego dokonał właśnie do takich należał. Jego przyjaciele wkrótce zniknęli i dopiero kilkaset lat później zjawił się jeden. Król nie poznał go spośród jego poprzedników, ale wiedział, że jest jednym z nich. Nie był wtedy sam, towarzyszyła mu kobieta. Nie wiem o czym wtedy rozmawiali, wiem jednak, że wkrótce po ich przybyciu nasz władca zebrał armię i wraz z ową kobietą wyruszył na wojnę. Ja natomiast poznałem owego przybysza lepiej, jako że jestem jednym z wodzów, a mój Król nakazał mi zająć się gościem i dobrze go traktować. Tak też robiłem i dowiedziałem się, że jest on jednym z Mistrzów Magii. Zaprzyjaźniłem się z nim, dowiedziałem się również, że owa kobieta jest jego małżonką. A kiedy słuch o nich zaginął i nikt nie mógł ich odnaleźć, dzieliłem z nim jego troski i zmartwienia. Czy wiesz już o kim mowa?

– O moim ojcu, prawda? To on jest jednym z Mistrzów Magii.

– Tak. I z tego co usłyszałem od wiedźm, jest ostatnim żyjącym……

Advertisements

Informacje o kriss031985

Duzo moglbym pisac- jest wiele rzeczy ktore lubie robic, jest wiele za ktorymi nie przepadam i jest wiele ktorych chcialbym sprobowac. Coz najlepiej odkrywac tajemnice cegielka po cegielce:-)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Prawdziwe bestie cz 26, Smoki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.