Prawdziwe bestie cz 21

Ranek był dość zimny, szybko więc rozpalili ognisko. Mumbadin wybrał się poza ich kryjówkę by znaleźć coś do jedzenia, nie chciał za bardzo się oddalać, więc udało mu się jedynie upolować kilka królików i znaleźć trochę jagód. Króliki upiekli więc na ogniu, i zjedli w milczeniu. Krzysiek po raz pierwszy od wyjścia z domu jadł taki posiłek i musiał przyznać, że był on dość apetyczny. Kiedy wszyscy już się pożywili postanowili ruszyć w dalszą drogę. Za dnia las nie wyglądał tak strasznie jak w nocy, łatwiej można też było wypatrzeć niebezpieczeństwo. Szli dalej na wschód, choć nie byli do końca pewni czy idą w dobrym kierunku. Okazało się, że nawet Solum nie zna tych okolic. Robiło się coraz cieplej, las stawał się coraz gęściejszy. Drzewa jakby w tej części lasu były bardziej dzikie, nie chciały nawet słuchać próśb dziewczyny o bezpieczne przejście.

– Jestem księżniczką Leśnego Ludu, nakazuję wam ustąpić- pomyślała Solum. To co się w następnej sekundzie zdarzyło mogło kosztować ich wszystkich życie. Wśród drzew zerwał się wiatr, gałęzie zaczęły z zawziętością uderzać w twarze wędrowców, korzenie jakby specjalnie pojawiały się pod ich nogami. Jedna z gałęzi spadła tuż obok nich. Wszyscy rozglądali się nerwowo. Krzysiek spojrzał na dziewczynę:

– Nie wiem co im powiedziałaś, ale chyba to ich obraziło. Musisz ich przeprosić.

– Nie będę nikogo przepraszać- jej głos był nerwowy, ale trochę niepewny.

Wiatr zawył głośniej, nagle usłyszeli trzaskanie gałęzi. Krasnolud spojrzał w górę:

– Biegnijcie!- krzyknął i ruszył prędko naprzód. Pozostali nie czekając na wyjaśnienia pobiegli za nim. Tuż za plecami Krzyśka, który był tam ostatni spadła z hukiem olbrzymia gałąź. Potem kolejna i następna. Wszycy biegli ile sił w nogach, musieli jednak uważać na coraz więcej wystających korzeni. Nawet krzewy jakby wyrosły z ziemi i zwiększyły swoje rozmiary, kłuły ich po twarzy. Chwilę później tuż przed nimi spadła kolejna gałąź, musieli ostro skręcić w prawo. Wiatr zawył jeszcze gwałtowniej, właściwie nie byli pewni czy to był wiatr, czy też czyjś ryk. Zaczęły spadać kolejne, jedna po drugiej olbrzymich wielkości. Żaden wiatr nie byłby w stanie ich złamać, a mimo to spadały one na ziemie. Biegli wszyscy dalej, lecz nagle Krzysiek zachaczył nogą o korzeń, był pewien, że sekunde temu go tam nie było, nagle jednak się pojawił. Z krzykiem upadł na ziemię. Próbował wstać, lecz noga ugrzęzła mu między korzeniami. Próbował ją wyciągnąć bez rezultatów. Solum i krasnolud podbiegli do niego by mu pomóc. Nad ich głową usłyszeli dzwięk pękającej gałęzi. Wszyscy spojrzeli w górę. Gdzieś tam kilkanaście metrów nad nimi był olbrzymiej wielkości konar. Krasnoludowi udało się wyłamać jeden z korzeni, lecz nagle z ziemi wyszły dwa kolejne i zaczęły oplatać chłopca. Krasnolud zamachnął się toporem, który przeciął je wszystkie, jednak nim Krzysiek zdążył wstać korzenie oplotły już jego ręce, potem pojawiły się kolejne znów blokując nogi. Całkowicie unieruchomiony wiedział, że nie będzie miał żadnych szans. Usłyszeli kolejne pęknięcie, gdzieś niedaleko spadła gałąź. Krzysiek spojrzał w oczy Solum, ta doskonale wiedziała co musi teraz zrobić.

– Wybaczcie mi drogie drzewa, nie powinnam była wam rozkazywać. Uwolnijcie proszę mojego przyjaciela, zabierzcie mnie zamiast niego!

Krzysiek poczuł, że korzenie się poluźniły. Był już w stanie wyciągnąć rękę, zaraz po niej uwolnił nogi. W tym samym momencie jedna z gałęzi wystrzeliła wprost w ich kierunku, owinęła się wokół dziewczyny i wciągnęła ją w górę. Jej krzyk niósł się wokoło, a za nim krzyk chłopca.

– Nie!!! Solum!!!

Drzewa za nimi ukazały pustą przestrzeń. Zauważył to krasnolud. Usłyszał również kolejne pęknięcie. Chwycił chłopca w pasie, który wyrywając się z jego objęć, ze łzami w oczach wciąż wykrzykiwał jej imię. Ciągnąc go ze sobą, krasnolud wyszedł wreszcie na powierzchnię, za nimi spadła gałąź, w miejscu gdzie jeszcze chwile wcześniej byli wszyscy troje. Teraz leżała tam olbrzymiej wielkości gałąź. Drzewa znów zamknęły wejście do lasu. Krzysiek upadł na ziemię. Krasnolud ze smutkiem spojrzał na niego.

– Chodź musimy stąd iść. Tu jest zbyt niebezpiecznie.

Nie przestając płakać chłopiec wstał i spojrzał na krasnoluda. Jego serce przepełnione było bólem, bólem po stracie towarzyszki podróży, bólem po stracie kogoś więcej niż tylko przewodniczki. Krasnolud rozejrzał się wokół, stali na skraju jakiegoś pola, prawdopodobnie rosła na nim pszenica, nie był on jednak rolnikiem, nie znał się więc na gatunkach zbóż. Po prawej stronie stał drewniany dom, wydobywał się z niego jasny obłok dymu. Po lewej natomiast rozciągało się wielkie pole. Zboże było tak wysokie, że nie byli wstanie dojrzeć co jest po drugiej stronie pola. Krasnolud postanowił więc ruszyć w stronę domu, być może ktoś bedzie w stanie im pomóc. Krzysiek ruszył za nim w milczeniu, wciąż myślał o swojej stracie….

Reklamy

Informacje o kriss031985

Duzo moglbym pisac- jest wiele rzeczy ktore lubie robic, jest wiele za ktorymi nie przepadam i jest wiele ktorych chcialbym sprobowac. Coz najlepiej odkrywac tajemnice cegielka po cegielce:-)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Prawdziwe bestie cz 21. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s