Prawdziwe bestie cz 14

Las stawal sie coraz ciemniejszy i gesciejszy. Musieli sie niezle napocic, zeby omijac wszystkie te wystajace galezie, korzenie i inne niebezpieczenstwa. Jakby ktos zapuscil sie tu sam, na pewno zabladzilby. Nawet oni juz stracili orientacje, lecz oddzial doskonale wiedzial dokad idzie. Gdyby nie trojka obcych, jestem pewien, ze nie uslyszelibyscie nikogo, nawet gdybyscie byli tuz obok. Ich ruchy byly doskonale, a nawet jesli zdal sie slyszec jakis szelest, byl natychmiast zagluszany przez powiew wiatru. Krasnolud rozgladal sie nerwowo i nie podobalo mu sie, ze wchodza tak gleboko w las. Dobrze wiedzial, ze nie maja szans ucieczki, a juz sam fakt, ze nie odkryl wczesniej istnienia calego oddzialu jeszcze bardziej go przerazal. Niania natomiast oprocz strachu czula rowniez podniecenie, prawdziwa przygoda, cos czego nie miala okazji doswiadczyc. Szla wiec dumnie i radosnie przed siebie. Krzysiek natomiast calkowicie zatopil sie w swoich myslach, nie interesowalo go dokad ida, co sie z nimi stanie i czy zdolaja to przezyc, bardziej interesowalo go kim oni sa, kim jest ta piekna nieznajoma, czy zdradzi mu kiedys swoje imie? Wowczas uslyszal: „Wszystko w swoim czasie, nic sie nie boj”. Znow zaskoczyly go jej mysli, zupelnie zapomnial, ze potrafia w nich czytac, chyba powinien nauczyc sie zamykac umysl.

Zblizali sie wreszcie do jakiegos swiatla miedzy drzewami, bylo tak ostre i jasne, ze nie mozna bylo nic dojrzec. Kiedy wreszcie wyszli zza drzew, zobaczyli prawdziwe cudo. Ujrzeli olbrzymia polane z rosnaca piekna zielona trawa, jakby swiezo przystrzyzona, gdzies z boku wyrastaly krzaki jagod, po jej drugiej stronie olbrzymie polacie malin i jezyn. Tuz przed nimi przebiegl jelen, spokojnie i dostojnie, jakby znal ich od lat. Ale wzrok chlopca przyklul uwage dziw nad dziwy. Na srodku polany wyrastaly drzewa, piekne i olbrzymie, a ich galezie splataly sie ze soba, tworzac cos na ksztalt olbrzymiego zamku. Dwa pierwsze drzewa polaczyly swe galezie tak, ze utworzyly brame, lecz nie mozna bylo znalezc do niej wejscia, gdzyz ich mniejsze galezie byly posplatane ze soba od dolu do gory. Wszyscy skierowali sie wlasnie w ta strone. Kiedy staneli tuz przy splecionych galeziach te jak zywe, rozplotly sie i ich oczom ukazalo sie wnetrze zamku- bo to rzeczywiscie byl zamek. Wewnatrz podloga byla zrobiona z olbrzymich korzeni, ulozone one byly rowno, ze nie sposob bylo sie na nich potknac. Po bokach pomieszczenia staly piekne posagi przypominajace wielkich wladcow. Kiedy wszyscy weszli do pomieszczenia, drzwi znow splotly sie i zamknely na dobre. Swiatlo docieralo do srodka przez male wneki w galeziach i odbijane przez zlote liscie oswietlalo wszystko wokolo. Na koncu sali stal zloty tron, oprocz zlota pokryty byl rowniez pieknymi liscmi w roznych kolorach od zieleni po czerwien i braz. Wszystko to razem dawalo wspanialy efekt. Lecz to nie tron zwrocil uwage nowo przybylych, lecz osoba go zajmujaca. Krasnolud ze zdziwienia otworzyl usta a potem powiedzial:

– To nie moze byc prawda!

…….

Reklamy

Informacje o kriss031985

Duzo moglbym pisac- jest wiele rzeczy ktore lubie robic, jest wiele za ktorymi nie przepadam i jest wiele ktorych chcialbym sprobowac. Coz najlepiej odkrywac tajemnice cegielka po cegielce:-)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Prawdziwe bestie cz 14. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s