Prawdziwe bestie cz 31

Chwilę później wszyscy weszli do środka. Szli dość długim korytarzem pełnym posągów żołnierzy. Następnie stanęli przed kolejnymi drzwiami. Dowoóca kazał im zaczekać a następnie sam wszedł do środka. Chwilę później drzwi otworzyły się. Na środku Sali stał tron, na którym siedział siwy mężczyzna z długą brodą. Sluchał uważnie wszystkiego co mówił mu dowódca, a podczas tej rozmowy otwierał szeroko oczy i usta. Kiedy skończyli, spojrzał na nowo przybyłych.

- Marko opowiedział mi naprawdę ciekawą historię. Chciałbym jednak usłyszeć ją od was, moi drodzy. Bardzo was jednak proszę, nie próbujcie mnie oszukać, kłamstwo w mojej twierdzy jest surowo zakazane. Jestem Tor Mądry, władca ludzi wiatru.

- Ja jestem Mumbadin- odezwał się krasnolud- wódz klanu krasnoludów z nad Meandry. Mój przyjaciel to Krzysiek, syn ostatniego Mistrza Magii. Wspólnie z dwiema towarzyszkami wyruszyliśmy w poszukiwaniu jego ojca. Już pierwszego dnia zostaliśmy zaatakowani przez martwiaki oraz nieznane nam zakapturzone postaci. Wtedy udało nam się zbiec i trafić do domu naszej przyjaciółki Solum, córki królowej Leśnego Ludu. Niestety nie spędziliśmy tam zbyt wiele czasu, gdyż wkrótce po naszym przybyciu zostaliśmy ponownie zaatkakowani przez siły naszego wroga, który tym razem miał również w swoich szeregach olbrzymy. Królowa wysłała nas wraz ze swoją córką do ciebie, mój panie. Niania Krzyśka postanowiła zostać i pomóc w walce, była ona bowiem półolbrzymką, gotową zemścić się na tych którzy dawniej zabili jej rodziców. We trójkę więc z cięzkim sercem wyruszyliśmy w dalszą drogę. Niestety wkrótce natknęliśmy się na kolejne niebezpieczeństwo w postaci ognistych jaszczurów, które ciężko raniły tego oto chłopca. Pomógł mu jednak nieznany pustelnik. Kolejną część wolałbym pominąć mój panie, gdyż jest ona bardzo bolesna dla mojego towarzysza.

Tor Mądry spojrzał na chłopca i zobaczył w jego oczach łzy. Następnie wzrok skierował na krasnoluda i powiedział:

- Widzę, że rana jest jeszcze świeża, jednak chcę wysłuchać całej historii, abym mógł wydać mój werdykt. Mój drogi chłopcze, życie jest pełne cierpienia, musimy jednak iść dalej naprzód, nie wolno nam oglądać się za siebie.

- W dalszej części naszej podróży, Solum rozwścieczyła drzewa, próbując im rozkazywać, ledwo udało nam się ujść z życiem. Niestety ona nie miała już tyle szczęścia. Ratując chłopca oddała siebie w zamian- Krzysiek nie uronił żadnej łzy, jednak jego serce było rozdarte, spojrzał w oczy starca, a zobaczył w nich tylko błysk- Wydostając się z lasu trafiliśmy do domu pustelnika. W trakcie rozmowy z nim, mój przyjaciel wybiegł z domu wgłąb lasu za zjawą przyjaciółki. Trafił w poważne tarapaty, z których ponownie wyciągnął go ów pustelnik. Uratował on go bowiem przed trzema wiedźmami. Ów nieznajomy okazał się być Bogiem Mitchelem i w swym napadzie szału omal nie zabił nas dwoje. Udało nam się uciec z pomocą innej bogini. Wkrótce ruszyliśmy w dalszą drogę podczas której dotarliśmy na skraj Słonego Jeziora, gdzie zostaliśmy ponownie zaatakowani przez martwiaki i dwie zakapturzone postaci. Udało nam się ocaleć dzięki pomocy twoich ludzi, Panie i ich celnych strzał. Tak oto trafiliśmy do Ciebie.

- Widzisz mój władco- odezwał się Marko- ich historia jest tak nieprawdopodobna, że nie mogłaby być prawdziwa.

- Nie wydawaj przedwczesnych osądów, mój przyjacielu- władca nie odrywał wzroku od chłopca- czyżbyś nie widział przeciwników, do których strzelaliście?

- To musiały być ich sztuczki, Panie. Nie znaleźliśmy bowiem żadnych ciał, ni broni.

- Nie znaleźliście również waszych strzał, a oni wciąż żywi stoją przed wami.

Widać było, że teraz również dowódca zaczął się zastanawiać nad słowami swojego władcy. Rzeczywiście, gdyby strzały nie trafiły w cel, a owi przeciwnicy byli tylko sztuczkami, niechybnie zabiłyby tych dwoje. Tego nie mógł już kwestionować. Jednak przez całe swoje dotychczasowe życie nie miał do czynienia z takimi przeciwikami. Do dziś pamięta ich twarze i bijącą z nich wściekłość. Skąd wzięły się takie bestie?

- Myślę mój drogi, że nasi goście zasługują na coś do jedzenia, chciałbym cię jednak o coś prosić. Wyślij 3 najszybszych ludzi na zachód, do miejsca, które wskażę na mapie. Niech pędzą jak najszybciej, uważając po drodze na wszelkie niebezpieczeństwa, chcę wiedzieć co się tam dzieje.

- Tak mój Panie.- Po wezwaniu owych jeźdźców, Marko zabrał chłopca i krasnoluda do kolejnej komnaty, w której mogli oni odświeżyć się, zjeść i wypocząć…..

Opublikowano Prawdziwe bestie cz 31, Smoki | Dodaj komentarz

Prawdziwe bestie cz 30

- Jestem Marko, dowódca straży. Kim jesteście, oraz kim byli wasi przeciwnicy? Nigdy wcześniej nie spotkaliśmy takich istot. Odpowiadajcie natychmiast, jesli wam życie miłe.- Krasnolud wysunął się na przód.

- Ja jestem Mumbadin,  a to Krzysiek- ręką wskazał na chłopca, który ku jego zdumieniu trzymał w ręku swój dawny miecz- Wyruszyliśmy w poszukiwaniu jego ojca. Na początku naszej podróży było nas czworo, jednak naszą towarzyszkę musieliśmy pozostawić pośród leśnego ludu, który został zaatakowany przez te same bestie ścigające nas. Kolejna towarzyszka podróży zginęła w lesie niedaleko domu pustelnika. Sami ledwo zdołaliśmy uciec z życiem. Królowa Leśnego Ludu wysłała nas do domu Tora Mądrego, nikt z nas jednak nie wiedział gdzie go szukać.

- Niewiele zrozumiałem z twoich opowieści mości Mumbadinie. Jednak wiem kto mógłby wam pomóc. Tor Mądry, o którym wspomniałeś jest naszym władcą. Zabierzemy was do niego, to on podejmie decyzje co należy z wami postąpić. Ruszajmy więc, zanim wasi wrogowie tu powrócą.

Krzysiek nie wiele zdołał usłyszeć z odbywającej się rozmowy, bo jak tylko krasnolud stwierdził, że jego przyjaciółka zginęła, jego myśli zawędrowały do tego dnia. Tego momentu kiedy utknął między korzeniami, kiedy gałąź zaczęła pękać, a potem usłyszał te słowa: „Zabierzcie mnie zamiast niego”. Z odrętwienia oderwał go krzyk, krzyk Solum. Wtedy po raz ostatni spojrzał jej w oczy, po raz ostatni usłyszał jej myśli: „wybacz”. Nigdy nie powiedzial o tym Mumbadinowi, nigdy nikomu nie chciał o tym wspomnieć. Nie do końca wiadomo jak długo szli wzdłuż rzeki, powoli ogarniało ich oboje zmęczenie. Zapewne po niedawno stoczonej walce. Sam do końca nie wiedział jak udało im się ją przeżyć. Wkrótce rzeka skręciła na wschód, jej brzegi były łagodniejsze, gdzieniegdzie można było dostrzec chaty. Nie wyglądały one jednak jak te w których mieszkał chłopiec. Zbudowane były z jakiś gałęzi, wszystkie dość podobne do siebie. W pobliżu każdej z nich rosło pole różnego rodzaju zbóż. Krajobraz zmieniał się z minuty na minutę. Gdzieś w oddali widać było młyn. Dzieci przerywały zabawę, widząc dwoje nieznajomych i straż ich prowadzącą. Rozmowy cichły. Z każdą minutą zbliżali się do olbrzymiej twierdzy, otoczonej murem. Wewnątrz stał dom, jako jedyny był murowany. Twierdza miała 4 wierzyczki, każda skierowana w inną stronę. Na murach stali łucznicy, pod bramą natomiast stało dwóch żołnierzy z długimi mieczami. Kiedy dowódca zbliżył się do nich, ci natychmiast stanęli wyprostowani. Widać było, że również oni nie mogli oderwać wzroku od nieznajomych. Poprzejściu przez bramę, żołnierze rozeszli się w swoje strony, pozostał z nimi już tylko dowódca. Widać było, że nikt nie byłby w stanie uciec z owej twierdzy. Do centrum prowadziła tylko jedna droga. Nie była to jednak prosta droga, lecz pradziwy slalom. Jak później krasnolud usłyszał miało to znaczenie strategiczne. Drzwi owego domu, który bardziej kształtem przypominał jednak zamek, były szeroko otwarte. Dowódca zatrzymał się jednak przed wejściem, a potem zaczął szeptać jakieś słowa. Nie dało się ich zrozumieć, jednak dał się słyszeć powiew wiatru, świst a potem nastała cisza……

Opublikowano Prawdziwe bestie cz 30 | Dodaj komentarz

Prawdziwe bestie cz 29

Chłopiec nie mógł uwierzyć w słowa swojego przyjaciela. Sam niestety nic nie pamiętał. Ćwiczyli jeszcze wiele razy, lecz tym razem Mumbadin nie miał ochoty rozwścieczyć Krzyśka. Pięć dni po przygodzie z Mitchelem dotarli nad Jezioro Słone. Krasnolud wyjaśnił chłopcu jego pochodzenie:

- Powstało ono setki lat temu w czasach gdy jeszcze ludzie żyli wspólnie z krasnoludami, elfami i innymi stworzeniami. Legenda głosi, że piękna bogini zakochała się w chłopcu z pobliskiej wioski. Ten pokryjomu przychodził do niej by spędzić z nią czas- ukrywali się właśnie tu nad jeziorem. Tutaj też po raz pierwszy się spotkali, gdy chłopiec przyszedł się wykąpać, a ona własnie przechadzała się w pobliżu. Zakochali się w sobie i żadne z nich nie mogło o drugim zapomnieć. Jednak był pewien problem, gdyż bogini nie miała prawa kochać śmiertelnika. Dowiedzieli się o tym inni bogowie i postanowili rozdzielić kochanków, lecz ich miłość była tak wielka, że udało im się ponownie odnaleźć. Wtedy też bogowie przyspieszyli tempo życia chłopca, któremu lata życia upływały z każdym miesiącem. Po 5 latach był już starcem, a mimo to nie przestał jej kochać, ta jednak widząc go w takim stanie i wiedząc, że już wkrótce go zabraknie poświęciła swoją nieśmiertelność i wspólnie z nim utonęli w tym jeziorze. Pozostali bogowie zaczęli płakać nad ich wspólnym grobem, a ich łzy sprawiły, że woda w jeziorze jest słona, niczym woda morska.

- Naprawdę smutna historia. Dlaczego bogini nie mogła kochać śmiertelnika?

- Powinieneś sam znać odpowiedź. My śmiertelnicy jak sama nazwa wskazuje jesteśmy śmiertelni. W każdej chwili możemy umrzeć, a bogowie żyją wiecznie. Sam widzisz, jak bolesna jest utrata ukochanej osoby.

Po tych słowach, łzy napłynęły do oczu chłopca. Doskonale wiedział jakie to uczucie.

Rozejrzał się dookoła, po drugiej stronie jeziora zobaczył przerażający widok. Stały tam dwie postacie w czarnych kapturach, przyglądające się im uważnie. Chłopiec szybko pokazał ich krasnoludowi, któremu serce zaczęło bić szybszym rytmem. Nie powinni być tak nieostrożni i stać w zupełnie odsłoniętym miejscu. Nakazał chłopcu powoli wycofać się w głąb lasu, co też zrobili. Krok po kroku, starali się nie spuszczać z oczu owych nieznajomych, jednocześnie rozglądając się wokół. Oboje mieli nadzieję, że owe postacie nie są zagrożeniem. Kiedy byli już na wysokości drzew, tuż obok głowy chłopca w pień pobliskiego drzewa wbiła się strzała. Po drugiej stronie jeziora zaczęły wychodzić martwiaki w pełnym uzbrojeniu, w grubej zbroi. Kilku znich trzymało w ręce łuki. Chłopiec z krasnoludem ruszyli pędem w głąb lasu, a strzały świstały między nimi. Słyszeli krzyki przeciwników. Gdzieś w oddali zauważyli jaszczury i dosiadające je martwiaki. Co prawda nie były to ogniste potwory, ale równie niebezpieczne i przede wszystkim szybsze od pieszych uciekinierów. Oboje doskonale wiedzieli, że przyjdzie im walczyć i że nie mają wielkiech szans. Przeciwników było zbyt wielu i do tego dochodziły nieznajome postaci, które najprawdopodobniej były potężnymi magami. Martwiaki bowiem tylko dzięki magii mają lepszy ekwipunek, bez niego są wogóle nie groźne. Biegli zupełnie na oślep, mając nadzieję na znalezienie dogodnego miejsca do walki. Wreszcie udało im się takie znaleźć. Tuż przy olbrzymim drzewie z wystającymi po obu stronach korzeniami. Zmniejszało ono przestrzeń w jakiej byli zmuszeni się bronić, co też dawało szanse na walkę z co najwyżej dwoma przeciwnikami jednocześnie.Jaszczury dotarły pierwsze, jednak nie miały za bardzo miejsca by podejść do przeciwników, a jeźdźcy nie kwapili się do zejścia z nich. Obserwowali ich jednak i byli gotowi w każdej chwili wyruszyć w pościg. Tuż za nimi pojawili się piesi przeciwnicy z zakrzywonymi mieczami, w czarnych zbrojach. Zbliżali się powoli.

Jeden z jednej, drugi z drugiej strony. Zarówno Krzysiek jak i Mumbadin nie spuszczali swoich przeciwników z oczu. Pierwszy został zaatakowany krasnolud, z niezwykłą łatwością odparował miecz przeciwnika, lecz prawie w tym samym momencie Krzysiek musiał obronić się przed ciosem. Jemu nie poszło tak łatwo, miecz zranił go w ramię. Chłopiec jęknął z bólu, nie miał zbyt wiele czasu na rozczulanie się nad sobą, gdyż jego przeciwnik zaatakował ponownie. Tym razem poszło mu nie co lepiej.

- W momencie ataku odsłaniają lewy bok. Zrób unik i zadaj cios!- krzyknął krasnolud, jednocześnie powalając swojego przeciwnika.

Krzysiek zauważył co krasnolud miał na myśli i jego przeciwnik również leżał już na ziemi. Nie zdążyli odetchnąć a już przybyło dwóch następnych, a kolejni szykowali się w kolejce. Padali jeden za drugim. Nawet Krzysiek radził sobie znacznie lepiej, jednak powoli tracił siły, a jego ruchy stawały się coraz wolniejsze. W ich oczach pojawiło się przerażenie kiedy spostrzegli w oddali łuczników. Wiedzieli już, że nie będą mieli żadnych szans na przeżycie. Krzyś odwrócił się w bok by stanąć naprzeciw kolejnego przeciwnika, jednak zamiast martwiaka ujrzał zakapturoną postać. Jego twarz chowała się za czarnym kapturem, jednak ręka nie była zwykłą ręką, raczej były to tylko kości. W niej znajdował się czarny jak smoła miecz. Przeciwnik zaatakował naprawdę szybko i tylko szczęście ocaliło chłopakowi życie, gdyż ten potknął się i uniósł miecz w górę, dzięki czemu sparował atak. Lecz kilka sekund później padl kolejny cios, tym razem sparowany przez krasnoluda. Ta sytuacja nieco zdekoncentrowała przeciwnika i pozwoliła chłopcu wstać. Krasnolud jednak musiał zająć się kolejnymi martwiakami atakującymi z drugiej strony. Jeden z nich zranił go w ramię, drugi jednak nadział się wprost na jego topór. Krzyś nie miał czasu przyglądać się walce przyjaciela, sam również miał spore problemy. Postać w czerni znów zaatakowała, tym razem z większą siła i szybkościa. Chłopiec jednak był już na to gotowy a jego serce biło znacznie szybciej niż poprzednio. Zrobił unik i sam również wyprowadził cios. Ich miecze spotkały się ze sobą, lecz w ręce chłopca nie było już jego poprzedniego miecza, zamiast niego trzymał on złoty miecz ze smoczą rekojeścią. Tym razem on sam nie mógł w to uwierzyć. W jego kierunku wypuszczona została strzała, lecz zanim dotarła ona do celu zatrzymała się i spadła na ziemie. Mag znów zaatakował a ich miecze ponownie uderzyły o siebie z głuchym dźwiękiem. Chłopiec zerknął w stronę łuczników, którzy teraz napinali łuki. Obok nich stał drugi mag z czarnym łukiem a w ręku trzymał czarną strzałę. Chłopiec czuł, że tej nie uda mu się zatrzymać. Zadał kolejny szybki cios w stronę przeciwnika, który lekko cofnął się unikając go zaledwie o cal. Nagle dało się słyszeć świst wypuszczanych strzał. Wspólnie z magiem odwrócili głowę w stronę łuczników, którzy padali jeden za drugim. To oni okazali się być celem. Mag z łukiem zniknął. Podobnie jak przeciwnik chłopca z czarnym mieczem. Martwiaki atakujące krasnoluda również zginęły pod gradem strzał. Aż cud że nikt inny nie został trafiony. Z pomiędzy drzew pojawiali się ludzie w zielonych strojach. Poruszali się powoli rozglądając na boki, a gdy zauważyli jakiegoś przeciwnika natychmiast wypuszczali strzały z długich prostych łuków. Nie było ich zbyt wielu i nie poruszali się tak bezszelestnie jak Leśny Lud, ale celnością dorównywali starym elfom jak stwierdził krasnolud. Otoczyli podróżnych ze wszystkich stron i wycelowali w nich łuki nie wiedząc do końca z kim mają do czynienia. Na czoło wysunął się młody mężczyzna w jasnych blond włosach, zamiast łuku trzymał w ręku miecz.

Opublikowano Prawdziwe bestie cz 29, Smoki | Dodaj komentarz

Prawdziwe bestie cz 28

Ten las nie był aż tak gęsty jak poprzedni. Częściej przez drzewa przebijało słońce. Znacznie łatwiej udało im się stawiać kroki, nic nie stawało im na drodze. Szli tak przez cały dzień, zatrzymując się jedynie na posiłek. Krasnolud uznał, że jest tu dość bezpiecznie postanowił więc podszkolić swojego przyjaciela w walce, tak jak mu obiecał. Początki były dla chłopca trudne i dość bolesne mimo, że zamiast prawdziwej broni używali drewnianych pałek. Mumbadin był srogim nauczycielem i bardzo trudnym przeciwnikiem. Kiedy chłopiec upadł poraz setny, usłyszał krótkie:

- Jeżeli masz zamiar walczyć jak mała panienka to najlepiej od razu wbij sobie miecz w klatkę. Nigdy nie myślałem sobie, że syn Wielkiego Mistrza Magii będzie tak łatwym celem. Hahaha- krasnolud roześmiał się z leżącego na ziemi chłopca, który po kolanach próbował przesunąć się gdzieś na bok. Po tych słowach chłopak wstał, obrócił się w stronę swojego przeciwnika a twarz miał zupełnie odmienioną, twardą, rycerską. Uniósł swój drewniany miecz i rzucił okiem na krasnoluda, jakby szukał jego słabych punktów. Oboje patrzyli na siebie, aż w pewnym momencie krasnolud uderzył, jednak jego broń nie zdążyła dotrzeć do celu, gdyż chłopiec był już w zupełnie innym miejscu. Przemieścił się tam zupełnie bezszelestnie. Nadszedł kolejny cios również chybiony. Twarz chłopca była wciąż skupiona.

- Masz zamiar walczyć, czy uciekać?- zapytał krasnolud z ironicznym uśmiechem.

W tej samej chwili padł cios tak szybki, że nawet wielki wojownik ledwie zdołał go odparować. Później kolejny i następny. Mumbadin cofał się z każdym uderzeniem. Chłopiec zwinnie atakował, a każdy jego atak był coraz silniejszy. W pewnym momencie zatrzymał się, a jego wyraz twarzy zupełnie się nie zmienił.

- To wszystko na co cię stać? Hahaha. A już myślałem, że mam godnego przeciwnika.

Wzrok Krzyśka spoważniał, widać było, że nad czymś się skupia. Nagle wyprowadził cios, lecz nie był to zwykły cios. Krasnolud zauważył coś przerażającego. W ręce chłopca, w której trzymał drewniany miecz znalazł się miecz złoty, z rękojeścią w kształcie smoka, krasnolud zablokował cios, lecz jego miecz został przełamany na pół a zaraz po tym sam upadł na ziemię. Chłopiec zupełnie nie panując nad sobą zadał kolejny cios, a jego celem była głowa krasnoluda. Ten prędko krzyknął imię chłopca, dzięki czemu tamten na ułamek sekundy zawahał się i krasnolud zdołał uniknąć śmierci. Chwilę później w ręce Krzyśka był jego poprzedni drewniany miecz a oczy wyrażały teraz zdziwienie i oszołomienie, kiedy tylko zauważył przecięty miecz przeciwnika.

- Co się stało? Dlaczego leżysz na ziemi?- zapytał. Krasnolud z niedowierzeniem odwrócił się i sam zaczął zastanawiać się co przed chwilą się wydarzyło……..

Opublikowano Prawdziwe bestie cz 28, Smoki | Dodaj komentarz

Prawdziwe bestie cz 27

„Mój ojciec jest Mistrzem Magii”- Krzysiek rozmarzył się tak bardzo, że zapomniał o otaczającym go świecie. Dopiero krasnolud wyrwał go z tego stanu.

- Musimy ruszać. Nie możemy zostać w tym lesie na noc, kto wie co jeszcze może nas tu spotkać. A tak przy okazji co strzeliło ci do głowy by wyruszać tu samotnie?

Chłopiec opowiedział o wszystkim przyjacielowi. Ten natomiast z niedowierzaniem pokręcał głową, a gdy usłyszał o pomyśle ucieczki z jaskini, był pod nie lada wrażeniem. Na koniec stwierdził tylko, że musi dać chłopcu lekcje walki. Wspólnie rozmawiając, zauważyli, że zbliżają się do łąki, w której stał dom starca. Postanowili więc zaryzykować i spędzić noc wewnątrz, a później wyruszyć w dalszą drogę. Krasnolud napalił więc w kominku, wyciągnął pozostałości jedzenia i na szybko coś upichcił w kociołku. Gdy tylko się najedli położyli się spać. Krasnolud zasnął dosyć szybko, jednakże chłopiec miał większe problemy. Nasłuchiwał odgłosów nocy i niektóre jej dźwięki budziły w nim strach. W pewnym momencie zupełnie niespodziewanie usłyszał uderzenie pioruna. Wstał natychmiast, podbiegł do okna i rozglądał się czy starzec nie nadchodzi. Przez długi czas nic się nie pojawiło, nastała również cisza, więc położył się i zasnął. Następnego ranka po przebudzeniu, opowiedział krasnoludowi o wszystkim co wydarzyło się w nocy. Postanowili więc nie zostawać w tym miejscu ani chwili dłużej, zjedli prędko, spakowali trochę jedzenia jakie udało im się znaleźć i wyruszyli w dalszą drogę, ponownie wchodząc w las, tym razem po drugiej stronie chaty. Zanim jednak tam weszli, chłopiec obejrzał się za siebie i przez chwilę mógłby przysiąc, że dostrzegł czyjś ruch. Jednak gdy tylko skupił się na tym punkcie, niczego nie dojrzał. Wreszcie zrobił krok naprzód i znów słońce schowało się za gałęziami….

Opublikowano Prawdziwe bestie cz 27, Smoki

Prawdziwe bestie cz 26

Bez większych sprzeciwów oboje odwrócili się i ruszyli pędem na wschód. Po kilkunastu minutach biegu przystanęli na chwilę.

- Co to było?- zapytał krasnolud.

- Wydaje mi się, że ten staruszek był znacznie potężniejszy niż nam się wydawało. Dostał szału jak tylko dowiedział się, że Mistrzowie Magii zginęli.

- A jednak znam jeszcze jednego z Mistrzów i mam nadzieję, że nie spotkał go los jego poprzedników.

- Naprawdę? Kim on jest? Właściwie to kim oni wogóle są?

- Słyszałem o nich wiele historii i nie wiem czy wszystkie były prawdziwe. Jedni twierdzili, że są oni niczym zjawy, które pojawiają się w najmniej spodziewanych momentach. To dzięki nim my krasnoludy odzyskaliśmy nasze domostwa, odbijając je z rąk ognistych bestii. To była ciężka wojna i wielu z nas w niej zginęło, lecz udało nam się pokonać wroga. Właściwie to myślę, że powinienem zacząć od początku. Wojna ta toczyła się jakieś 200 lat temu, kiedy nie było mnie jeszcze na świecie. Lecz ze względu na swoją wartość wszyscy doskonale ją pamiętają i przekazują jej historie swojemu potomstwu. Otóż w tamtych czasach krasnoludy podzielone były na małe rodziny i od wielu już lat ukrywały się w najróżniejszych jaskiniach, wciąż narażone na setki niebezpieczeństw. Ich potężna stolica, wybudowana we wnętrzu złotej góry została zajęta przez skrzydlate bestie. Były ich setki, a jedna potężniejsza od drugiej. Kiedy zjawiły się tam po raz pierwszy były prawdziwym zaskoczeniem dla nas krasnoludów. Żaden z wojowników nie zdążył chwycić za broń. Niewielu udało się uciec. Spłoneły wszystkie domostwa. Wielokrotnie krasnoludy z całego kraju próbowały odbić siedzibę, niestety bezskutecznie. Zabicie jednej bestii kosztowało nas dziesiątki istnień. Straty były olbrzymie. W jednej z bitew zginął nasz władca, a jego potomek w bardzo młodym wieku musiał przejąć obowiązki ojca. Jego syn wyruszył w daleką podróż licząc na to, że uda mu się znaleźć sposób na pokonanie wroga. Wrócił kilkanaście lat później, starszy i bogatszy w doświadczenia i nie był sam. Towarzyszyło mu dziesięciu jeźdźców, przemierzających kraj u boku króla. Wszyscy oni mieli na sobie czarne zbroje, od których odbijała się każda broń. W rękach trzymali miecze pokryte diamentami, prawdziwa robota starożytnych elfów. Nie byli oni jednak elfami, lecz ludźmi. Niektórzy z nich mieli na twarzy blizny, lecz nie było w ich oczach widać żadnego strachu. Nasz król zwołał zebranie na którym pojawili sie wszyscy wodzowie krasnoludów. Nikt nigdy nie dowiedział się o czym była na nim mowa, lecz zaraz potem rozeszły się wieści, że król wyrusza do walki z bestiami. Król zebrał wokół siebie tysiące zwolenników i z potężną armią wkroczył do jaskinii. Nie próbował się skradać i atakować z zaskoczenia w momencie jego wejścia do wnętrza pieczary rozległy się dźwięki wszystkich trąb. Dźwięk ten był tak potężny, że cała jaskinia zatrzęsła się. Zaraz po nim wszyscy usłyszeli odgłos budzących się bestii. Przed sobą zobaczyli płomienie lecące w ich stronę. Lecz król nie cofnął się, a jeźdźcy wysunęli się naprzód wyciągając w górę miecze. Gdy tylko fala płomieni dotarła do nich, zatrzymała się a wkrótce potem zniknęła. Król ponownie nakazał zadmić w trąby i znów rozbrzmiał ich dźwięk. Tym razem zamiast płomieni wszyscy zobaczyli setki bestii lecących w ich kierunku, a gdy były one już dość blisko, król znów nakazał zadmić w trąby z całych sił, a swoim żołnierzom uderzać toporami w tarcze. Dźwięk był niesamowity. Bestie ruszyły na przeciwnika. Wszyscy spodziewali się, że zginą, lecz w tym momencie rozległ się kolejny dźwięk, jeszcze wyższy i potężniejszy niż poprzednie. Wydobywał się on z uniesionych w powietrze mieczy jeźdźców i kierował się wprost na potwory. Gdy tylko dotarł do celu bestie zatrzymały się, a chwilę później uciekły, wylatując z jaskinii. Nigdy więcej już do niej nie powróciły. Po tej bitwie król wreszcie mógł zasiąść na swoim prawowitym tronie, a jego przyjaciele, gdyż tak nazywał jeźdźców zostali z nim przez kilka tygodni. Wszędzie rozeszły się wieści o zwycięstwie, a króla nazywano odtąd Wielkim, gdyż czyn jakiego dokonał właśnie do takich należał. Jego przyjaciele wkrótce zniknęli i dopiero kilkaset lat później zjawił się jeden. Król nie poznał go spośród jego poprzedników, ale wiedział, że jest jednym z nich. Nie był wtedy sam, towarzyszyła mu kobieta. Nie wiem o czym wtedy rozmawiali, wiem jednak, że wkrótce po ich przybyciu nasz władca zebrał armię i wraz z ową kobietą wyruszył na wojnę. Ja natomiast poznałem owego przybysza lepiej, jako że jestem jednym z wodzów, a mój Król nakazał mi zająć się gościem i dobrze go traktować. Tak też robiłem i dowiedziałem się, że jest on jednym z Mistrzów Magii. Zaprzyjaźniłem się z nim, dowiedziałem się również, że owa kobieta jest jego małżonką. A kiedy słuch o nich zaginął i nikt nie mógł ich odnaleźć, dzieliłem z nim jego troski i zmartwienia. Czy wiesz już o kim mowa?

- O moim ojcu, prawda? To on jest jednym z Mistrzów Magii.

- Tak. I z tego co usłyszałem od wiedźm, jest ostatnim żyjącym……

Opublikowano Prawdziwe bestie cz 26, Smoki

Prawdziwe bestie cz 25

Ten sam starzec, który jeszcze przed chwilą stał zupełnie bezbronnie, lekko zgarbiony, z oczami pełnymi strachu, teraz wyprostował się i spoważniał. W oczach widać było płomyki ognia. Krasnolud chwycił chłopca i odsunął go na obok. Nie był już do końca pewien, kto jest groźniejszym przeciwnikiem. Nie wiedział też, co znaczyły ostatnie słowa „moje dzieci, moi uczniowie”.

- Hahaha. Tooo były Twoje dzieeeeci? – zaśmiały się obie wiedźmy jednocześnie. A ich pisk był tak straszny, że Krzysiek musiał zamknąć uszy.- Taakk łaaatwooo ich zabiłyśmyyy i były całkiem smaczneee. Hahhaaha. Aaa terazzz zabijemmyy wasss.

- Nikogo już nigdy nie skrzywdzicie!- krzyknął starzec, a jego głos był potężny. Cały las zadrżał- Ja jestem tym, który zaginął! Ja jestem tym, który narodził się na nowo. Ja stworzyłem Mistrzów Magii i wysłałem ich, by pokonali zło na tej ziemi. Czekałem ich powrotu, lecz żaden z nich do mnie nie wrócił, gdyż prawdziwe zło było tuż pod moim nosem. Czekałem tak długo, aż zapomniałem kim jestem i na kogo czekam. Stałem się pustelnikiem. Lecz teraz wiem co tu robię. Teraz wracają wspomnienia. Teraz!!!!!- krzyknął tak donośnie, że ziemia cała zatrzęsła się, nawet drzewa, jakby rozstąpiły się na bok. Wiedźmy natomiast straciły swój uśmieszek na twarzy, widać było, że za chwilę uciekną.- Teraz jestem…. Bogiem!- z tymi słowami uniósł ręce w niebo i w tym miejscu gdzie stał uderzył piorun. Lecz jemu nic się nie stało. Stał tam nadal, wściekle patrząc na wiedźmy, które wiedziały już, że ich jedynym ratunkiem jest ucieczka. Jedna z nich zniknęła, lecz nie uciekła daleko, gdyż w miejscu gdzie tylko się pojawiła uderzył kolejny piorun, tym razem zabijając ją natychmiast. Druga patrzyła na to z przerażeniem.

- Nikt nigdy już nie stanie na tej ziemi! Stworzę pustynie bez życia. I nikt mi się nie przeciwstawi, nawet moi bracia i siostry. Jam jest Mitchel.

Wokół rozległ się huk, a chwilę później trzecia z sióstr zginęła od uderzenia pioruna. Bóg przypomniał sobie o krasnoludzie i chłopcu. Spojrzał na nich, a jego wściekłość nie znała granic. W oczach miał prawdziwe płomienie. Wycelował ręką chłopca, który spodziewał się najgorszego. Rozległ się kolejny huk, lecz piorun nie trafił w Krzysia, lecz w olbrzymi konar, który pojawił się nad jego głową. Konar przełamał się i upadł na ziemie. W tej samej chwili korzenie drzew zablokowały nogi Mitchela, a grube gałęzie chwyciły jego ręce. Następnie kolejne oplotły go w pasie. Ten próbował się wyrwać, a jego wściekłość wciąż rosła. W kilku miejscach uderzały pioruny, rozległ się olbrzymi wiatr, który łamał całe drzewa. Lecz korzenie i gałęzie nie puszczały. Mitchel stanął w płomieniach, grube gałęzie również zaczęły sie palić. To był okropny widok.

- Dość!!!!!!- rozległ się kobiecy krzyk a z nieba spadł zimny deszcz, gaszący wszystkie płomienie. Pojawiły się kolejne gałęzie całkowicie więżąc Boga w ich własnym więzieniu. Rozległ sie ostatni grzmot, a potem nastała cisza. Wiatr przestał wiać, a deszcz padać. Za plecami chłopca rozległ się ten sam kobiecy głos.- Musicie stąd odejść, tu jest dla was zbyt niebezpiecznie moi drodzy. Mój brat długo jeszcze będzie walczył, zanim znajdzie spokój.

Krzyś z krasnoludem odwrócili się w jej stronę i zobaczyli jej piękne czarne włosy, zielone oczy i cudowną twarz. Była cała zatroskana. Ubrana w niebieską suknię z jedwabiu wyglądała dostojnie. Oboje czuli, że należy się ukłonić, co też uczynili.

- Dziękuję wam. Powstańcie i odejdzcie. Jestem Boginią lasu i tak długo jak Mitchel będzie w nim przebywał, nikomu nic nie grozi. Jestem pewna, że kiedyś odnajdzie spokój. A wy ruszajcie w swoją dalszą drogę…..

Opublikowano Prawdziwe bestie cz 25, Smoki | Dodaj komentarz